Aktualności
North Finder Expedition 2 - Barania Góra 25 listopada 2008 roku
Góry nie zawsze smakują tak samo.
Jeszcze trzy tygodnie temu, trasę z przełęczy Salmopolskiej przez Malinowską Skałę na Baranią Górę, może nie zaliczylibyśmy do kategorii ‘na niedzielne popołudnie’, ale na pewno do ‘sobotniej wycieczki rozgrzewającej’. Ale to trzy tygodnie temu.
25 listopada, w Katowicach śniegu jak na lekarstwo. Myślimy sobie ‘nie powinno być tragicznie w górach’. Po 3 godzinach spędzonych w różnych środkach lokomocji wysiadamy na Przełęczy Salmopolskiej. Tylko 60 kilometrów od Katowic, a aura całkiem inna - tak na oko, pół metra śniegu, mgła uparcie zalega na wszystkich pobliskich wzgórzach, wiatr potęguje uczucie lekkiego mrozu.
Posilamy się pod dachem jednej z pobliskich knajp, sprawdzamy sprzęt, mapy i ruszamy w drogę. Pogoda sprzyja, wiatr jakby ustał. Szlak nie jest przetarty, sami torujemy sobie drogę zmieniając się co 10 minut. Dochodzimy do Malinowa (1117), czas niezły - niecała godzina – tyle ile pisze na mapach.
Od Malinowa zaczynają się problemy. Śniegu jakby przybyło, są momenty, w których po uda zapadamy się w białym puchu. Ale nie dajemy za wygraną, w takich warunkach dochodzimy na wysokość Jaskini Malinowskiej. Tutaj rozpoczyna się pewnego rodzaju grań, śniegu jest zdecydowanie mniej - wywiewany jest przez porywisty wiatr. W tym momencie przed oczami pojawia się nam prawdopodobnie najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek było nam dane zobaczyć w górach. Zza chmur wyszło słońce, oświetlając swoimi promieniami ośnieżone choinki. Spektakl chmur, mgły i słońca nie trwał więcej niż 15 minut. Dla tych kilkunastu chwil warto żyć i przyjeżdżać w góry.
Wszystko co dobre, szybko się kończy. Droga także. Pod samą Przełęcz Malinowską idziemy po kolana w śniegu. Ze względów czasowych decydujemy się na trawers Malinowskiej Skały, mijamy ją bokiem i po 20 minutach jesteśmy już na właściwym - zielonym szlaku prowadzącym na Baranią Górę. Stad na szczyt są niecałe 3 godziny.
Widzimy szczyt Skrzycznego, miasto Żywiec, zarysy Babiej Góry i wielu innych pagórkach których nie potrafimy zidentyfikować. Widoki bajeczne, tylko szlak nas niepokoi. Idziemy już ponad godzinę a miejsce z którego ruszyliśmy spod Malinowskiej Skały, jakby wcale się nie oddala. Po półtora godzinnej walce z morderczym śniegiem dochodzimy do Zielonego Kopca (1152). Wspólnie stwierdzamy, że dalszy marsz jest bezcelowy – po prostu zapadamy się w śniegu. Drogę powrotną do rozwidlenia szlaków, pokonujemy w 20 minut, czyli 4 razy szybciej niż wejście. „Jakby były jeszcze dwie osoby do przecierania szlaku, kto wie…” – rozmyślamy. Wrócimy tu, z odpowiednim sprzętem, w styczniu. Barania Góra nie pokona nas tak łatwo ;)
Mamy jeszcze zapas czasu. Atak Baraniej Góry nieudany, wiec obracamy się o 180 stopni. Teraz naszym celem staje się schronisko na Skrzycznem. Droga jest lekko przetarta przez skutery śnieżne, mimo to, marsz nie należy do łatwych - często zapadamy się w śniegu. Już po zmroku dochodzimy do schroniska po krótkiej przerwie obiadowej na Malinowskiej Skale. Rozgrzewamy się ciepłą herbatką ale nie siadamy na długo, czeka nas schodzenie ze Skrzycznego całkiem po ciemku, tylko z jedną latarką…




















